Wprowadzanie produktów bankowych na rynek

5/5 - (1 vote)

Handlobank. Kampania tegoż banku w pierwszym etapie była skromna i lokalna. Wynikało to z tego, że bank działał lokalnie testując swoje możliwości i oczekiwania. Pierwotnie agencja Saatchi&Saatchi przygotowała spot radiowy nadawany lokalnie [tzw. rozszczepienie pozwalające nadawać operatorom różne reklamy w różnych miejscach w tym samym czasie.] w Radio Zet i w WAWie. Dwie wersje przedstawiały dźwięki towarzyszące zabawie dziecka lub odgłosy nocy. Lektor informował o korzyściach płynących z wybrania Handlobanku tzn. o czasie zaoszczędzonym na oczekiwaniu w banku na usługę. Niewypowiedziane przesłanie można zrozumieć: u nas nie tracisz czasu.

Reklama prasowa ograniczała się do umieszczenia w stołecznym dodatku do Gazety Wyborczej kluczy do banku jak określono telefon, za pomocą którego można załatwić wszystkie sprawy nie wychodząc z domu. Prezentacja połączona była z promocją sprzedaży: do każdego nowo otworzonego rachunku dodawano aparat telefoniczny, klucz do własnego banku. W metrze i w pobliżu placówek Handlobanku pojawiły się citylighty [Podświetlane kasetony w formacie zbliżonym do A0] informujące o nowym banku. Nie prowadzono akcji mailingowej. Wydatki na reklamę prasową szacowane są w 1998 roku na 590 tys. złotych, a w pierwszym kwartale 1999 na 310 tys. złotych [Źródło: AGB Polska, Lighthaouse Press Monitoring System, za: Jakub Stępień, Tomasz Wygnański, „Przelew domowy”, Media i Marketing Polska, 19 maja – czerwca 1999].

Pod koniec 1999 roku rozpoczęła się ogólnopolska kampania reklamowa Handlobanku. Nad wprowadzeniem nowej marki na rynek pracowała gdańska agencja GrupaA5. Stworzyła ona spójny wizerunek nowego banku odpowiadającego charakterowi usług. Agencja reklamowa Saatchi&Saatchi przygotowała natomiast niewielką, lokalną kampanię. Hasło nierozpoznasz w nim banku” było elementem między innymi pomysłowego insertu „Esencja wolności dla kobiet i mężczyzn” udającego wkładki zapachowe z pism kobiecych. Już sama formuła łamała dotychczasowe zasady prezentacji poważnych, bankowych instytucji i była później naśladowana przez Bank Rozwoju Eksportu w kampanii „Zapach pieniędzy”.

Agencja stworzyła też dwa spoty TV 15- i 30-sekundowe. Na początku emitowano krótszy, informujący o powiązaniach Handlobanku z Bankiem Handlowym. Miało to zapewne wzmocnić wiarygodność wizerunku detalisty, przez powiązanie kapitałowe wskazać na bezpieczeństwo i wzbudzić zaufanie. Drugi spot mówi już tylko o korzyściach dla klientów wynikających z otwarcia rachunku. Koresponduje to z pierwszymi, radiowymi reklamami banku. „Większość reklam banków utrzymana jest w tym samym tonie, skupia się na rozwiązywaniu problemów. Bank jest ich głównym bohaterem, u nas jest nim klient. Postanowiliśmy mówić tylko o ostatecznych dla niego korzyściach” [Marek Żołędziowski, group account director agencji Saatchi& Saatchi, za: Jakub Stępień, „Handlobank w telewizji”, Media i Marketing Polska, 27 listopada – 9 października 1999]. Tą ostateczną korzyścią jest wolny czas, który można poświęcić ważniejszym sprawom, niż operacjom finansowym. Może to być nauczanie własnego dziecka mówić „tata”. Trwająca miesiąc kampania miała na celu budowę wizerunku i znajomości marki, która po lokalnych kampaniach prasowych w skali kraju jest znikoma. Wykorzystywane media to TVP1, TVP2, TVN, RTL7. Nie ma tu Polsatu. Wskazuje to na operowanie w segmentach wielkomiejskich o odpowiednim wykształceniu. Kampania wsparta jest prasowo w niewielkim stopniu.

Materiały POS [Point Of Sale – stojak z materiałami reklamowymi] Handlobanku wydają się być bardzo ascetyczne. Jest to tylko mała ulotka w kształcie wizytówki z podstawowymi informacjami, takimi jak adresy palcówek, godziny ich otwarcia i telefony infolinii. Folder przedstawiający podstawowe informacje (składany wielokrotnie, bardzo wysokiej jakości), zawiera od razu formularz potrzebny do założenia rachunku. Po oddarciu tego fragmentu, jego wypełnieniu i przekazaniu pracownikowi możemy pożegnać się na zawsze z fizycznymi kontaktami z bankiem.

Millennium. Kampania reklamowa tegoż banku ruszyła w październiku 1998 roku. „Jej celem, oprócz budowy świadomości marki, jest też uzyskanie zaufania do Millennium, co jest niezwykle istotne w bankowości” [Jarosław Wilk, dyrektor marketingu Millennium, za: JS, „Nadeszło Millennium”, Marketing Polska, 11-24 listopada 1998]. Kampania miała potrwać do końca roku i miała być kontynuowana po trzymiesięcznej przerwie. Przygotowała ją agencja Leo Burnett (obsługująca zresztą całą grupę BIG Banku Gdańskiego).

Początkowo w stacjach TVP1, TVP2, Polsacie, RTL7 i TVN nadawano 30-sekundowy, wymieniony już film pt. filipery wzbudzający zaufanie do BIG BG. 16 października 1998 wraz z rozwiązaniem akcji teaserowej [„styl” reklamowy. W początkowej fazie pokazuje się zagadkową kreację bez podania nazwy produktu, kontaktów. W dalszej części dokleja się kolejce elementy identyfikujące reklamodawcę. Ten typ kampanii ma wzbudzić zainteresowanie i skłonić do zastanawiania się „o co w tym wszystkim chodzi”. Pierwszą i chyba najdoskonalszą tego typu kampanię w Polsce, przeprowadziła IKEA. Jej teaser mówił: „po 26. wielu będzie siedzieć”. I to był cały przekaz, nad którym przez miesiąc zastanawiała się cała Warszawa. Wiele było artykułów prasowych z niezdrowymi domysłami, tym bardziej, że zbiegało się to z kampanią prezydencką 1995 roku. Po miesiącu nastąpiło rozwiązanie zagadki: doklejono fragment „na kanapach z IKEI”. Spontaniczna znajomość marki wzrosła znacznie.] do fliperów dodano 15-sekundową prezentację tajemniczego wtedy Millennium wraz z logo i hasłem banku „w czym możemy pomóc?”. Kampania telewizyjna pomyślana została jako ogólnopolska pomimo ówczesnego lokalnego zasięgu banku, ze względu na potrzebę budowania wizerunku w całym kraju (przygotowanie do ekspansji), ale też dlatego, że według przedstawicieli Millennium jedynie stacje ogólnopolskie dają odpowiedni zasięg. RTL7 i TVN pomimo ich małego wówczas zasięgu, wybrano ponieważ posiadają one bardzo lojalną widownię pokrywającą się z grupą docelową banku. Tylko kampania telewizyjna planowana była na ok. 500-600 GRP [GRP – gross rating points, czyli punkty ratingowe. Jest to suma całej widowni każdej emisji danej reklamy w danym okresie.].

Wydatki to: w 1998 roku 5.936.900 zł (wraz z kampanią BIG BG), a w 1999 od stycznia do kwietnia 5.034.758 zł. [Źródło: AGB Polska, Lighthaouse Press Monitoring System, za: Jakub Stępień, Tomasz Wygnański, „Przelew domowy”, Media i Marketing Polska, 19 maja – 2 czerwca 1999] Miała miejsce również radiowa prezentacja banku. Wykorzystano przede wszystkim ogólnopolskie Radio ZET. Kampanii prasowej (lokalnie) i billboardowej towarzyszyły wspomniane już teasery. W momencie otwarcia w Warszawie 22 pierwszych oddziałów Millennium, do teaserów dołączono znane już hasło. Wydatki na reklamę zewnętrzną w Warszawie w 1998 roku, szacuje się na 600.000 zł. Na prasową 100.000, a w pierwszym kwartale 1999 roku na 1.140.000 zł. [Ibidem] Wobec rozważań prasowych można się zastanawiać, czy wydatki te można było obniżyć.

Krzysztof Czupryna, będący dyrektorem generalnym agencji Marcom, podważa zasadność wyboru jako medium „wrzutek” prasowych, na których pojawiły się wspomniane teasery: „Bank Millennium wystartował z ogromną kampanią wykorzystującą jedną z podstawowych technik marketingu bezpośredniego – wrzutkę (insert) prasową. Była to bardzo ciekawa odmiana tej techniki, gdyż na wrzutce w Gazecie Wyborczej ukazały się tylko słowa <<Millennium>> i nic więcej. Żeby wydać więcej pieniędzy, Bank Millennium umieścił ten tajemniczy insert kilka razy. Równolegle rozpoczął równie tajemniczą kampanię na billboardach. Tak się robi, ale inserty wykorzystuje się inaczej. Dlaczego nie podano na nich żadnych namiarów lub dodatkowych wyjaśnień? Połowa moich znajomych zastanawiała się, co to może być Millennium. To klasyczny przypadek wyrzucania pieniędzy w błoto, ten niefortunny insert kosztować musiał ok. 50.000 zł, a takie samo ogłoszenie na stronie kosztowałoby 20-25.000 zł. Tymczasem od razu można było zrobić to, co Millennium zrobiło później – zamieścić insert z numerem telefonu. Ponadto, jeżeli podano tylko telefon, to dlaczego nie wydrukowano tego jako ogłoszenie prasowe o połowę tańsze? Jak już się stosuje insert, to warto także dodać do niego kupon-odpowiedź do wycięcia i wysyłki. Wielokrotnie dowiedziono, że zwiększa to liczbę pozytywnych reakcji. No, ale Millennium to bank, a banki są przecież bogate i stać je na małe marnotrawstwo” [Krzysztof Czupryna, „Bez strategii”, Marketing Polska, 13-26 stycznia 1999].

Jedni specjaliści przeciwko drugim; prawdopodobnie bank chciał być oryginalny, a ów insert był nikłym wydatkiem obciążającym budżet kampanii. Jeżeli chodzi o teasery, to nie są one już tak skuteczne jak niegdyś. Jest ich po prostu już za dużo i nie udaje się spowodować, by odbiorcy „żyli” tą zagadką, rozpisywała się o niej prasa, a firma była przedmiotem dyskusji ludzi.

Millennium obok reklamy wizerunkowej, prowadził również kampanię informacyjną. W lokalnej, a nawet bardzo lokalnej prasie (np.: „Pasmo” gazetka ursynowska) ukazywały się całostronnicowe ogłoszenia z mapką lokalizacji placówek i motywem przewodnim „kiedy przyjdziesz”, lub „wszystkie drogo prowadzą do Millennium”. Podobne mapy wisiały na billboardach na stacjach metra. Były one „lokalizowane” tzn. każdy wskazywał najbliższy oddział. Materiały POS są wysokiej jakości (oprócz cennika – n-ta kserokopia), podstawowy folder przedstawia bank i zalety wynikające z jego wybrania. Rozdawany jest też przewodnik po oddziałach Millennium. Ta mała książeczka zawiera adresy wszystkich placówek w całej Polsce wraz z godzinami ich otwarcia (są różne), co zwiększa jej zaletę propagandową (jest nas dużo) jak i pozwala na druk wysokonakładowego, nielokalizowanego materiału zmniejszając w ten sposób koszty.

W połowie maja 1999 roku i do jego końca bank rozpoczął promocję sprzedaży. W Gazecie Wyborczej i we Wprost pojawiły się dwa razy inserty zawierające kupon na bezpłatną kartę debetową VISA Electron, (wcześniej wydawana była za darmo, co też można uznać za promocję sprzedaży). Promocja ma związek z otwieranymi w tym czasie nowymi oddziałami na Śląsku. Pomysłodawcą był dział marketingu banku, a za realizację odpowiedzialna była agencja Leo Burnett. Inserty pojawiły się też lokalnie w prasie ślaskiej w Dzienniku Zachodnim, i w Trybunie Śląskiej. Dodatkowo rozesłano 500 tys. przesyłek bezadresowych na obszarze do 1 km wokół oddziałów banku w Warszawie i rejonie katowickim. Przesyłka zawierała folder i list przewodni zlokalizowany dla każdego oddziału. Mankamentem listu jest dzisiejsza mania pisania pism stylem anglosaskim: bez wcięć (tabulacji), z adresem, adresatem i podpisem po lewej stronie. Przejęcie stylu nastąpiło chyba w agencjach reklamowych, gdzie nie ma kierownika sprzedaży, a jest key account manager.

Ci „kreatywni” zapominają, że projektują reklamę nie dla swojego środowiska, lecz dla ogółu, który jeszcze używa polskich wyrazów i polskiej stylistyki. Na drugiej stronie umieszczono zgodnie ze stylistyką banku mapkę regionu z zaznaczonymi placówkami Millennium i ich adresami. Co więcej, ona również jest w pewnym sensie zlokalizowana. Wytłuszczony jest adres banku rozsyłającego w swoim obszarze przesyłkę, co może jest szczegółem, ale jednak znaczącym i dobrze świadczącym o podejściu banku do zbliżania ludzi. List kończy się w wreszcie stwierdzeniem: „będzie nam bardzo miło gościć Państwa.”

Pomysłodawcą całej koncepcji wizerunku banku czyli tzw. corporate identity: loga, nazwy, pomarańczowego koloru, wystroju wnętrz oddziałów, projektu kart płatniczych itp. jest agencja DMB&B Design z Londynu.

LukasBank wraz z agencją Corporate Profiles DDB postanowił budować swój wizerunek poprzez przekaz reklamowy podkreślający sprawną i przyjazną obsługę. Pierwsza, wprowadzająca kampania rozpoczęła się 17 maja 1999 roku i trwała do końca czerwca. Reklamowe spoty TV przedstawiające wymagającego klienta ze złymi doświadczeniami wyniesionymi z kontaktów z innymi bankami, przychodzącego do LukasBanku z negatywnym nastawianiem, spodziewając się najgorszego starają się pokazać jak inny jest ten nowy bank. Klient pyta „jestem klientem czy petentem” i ku jego zdumieniu okazuje się, że jego pragnienia co do obsługi spełniają się: chce być obsługiwany na siedząco, dostaje krzesło. Nie życzy sobie nadmiaru formalności – wystarczy jeden podpis, dowód osobisty i konto jest otwarte. Na koniec konkluduje hasłem, które jest przewodnim motywem całej kampanii: „tak powinno być w każdym banku”.

Spoty emitowano w TVP1, TVP2, Polsacie, TVN i RTL7. Kampania prasowa spięta została elementami wyróżniającymi, przedstawiającymi obsługę na siedząco, kawę i zero formalności. Pojawiła się w Gazecie Wyborczej, Super Ekspresie, Wprost, Naj, Tinie, Pani Domu, Twoim Stylu, Playboy`u. Zaplanowano również ekspozycję billboardów. Środowisko reklamowe oceniło kampanię jako udaną [Za: Jakub Stępień, Media i Marketing Polska, 16-29 czerwca 1999]. W okolice oddziałów banku rozesłana została przesyłka bezadresowa, z motywem przewodnim „Twój nowy sąsiad chciałby Cię poznać”. Zawartość koperty to kredowa, pełnokolorowa ulotka A4 złożona na pół z intrygującym pytaniem „kto może zarobić 150 złotych w 4 minuty.” Po jej otworzeniu dowiadujemy się że „Ty”.

Ulotka informuje o promocji lokat terminowych. Jest to swoista promocja sprzedaży. Do przesyłki załączony został również list. Informuje on o otworzeniu placówki, zakresie świadczonych usług i promocji. Autorzy zapewniają, że są „bankiem po sąsiedzku”. Ponadto, dla osób, które przyjdą z listem do oddziału przygotowano miły upominek. List bardzo zachęca do odwiedzenia LukasBanku. Spełnia on zadanie zmiany wizerunku banku – na instytucję bliską ludziom. Stwierdzenia „sąsiad”, „po sąsiedzku” sprawiają, że przestajemy czuć nabożny respekt przed tego typu instytucją. Staje się ona przyjazna i „taka nasza”. Ów list posiada też pewien mankament, wskazujący jak dużą uwagę trzeba przykładać do szczegółów.

Autorzy podając adres piszą: „Warszawa Stacja Centralna”. Nie wiem kto trafi od razu we wskazane miejsce. Podany adres nie istnieje. Jest stacja Warszawa Centralna, ale tam nikt nie znajdzie LukasBanku, ponieważ ów mieści się na Stacji Centrum warszawskiego metra. Różnica w słowach niewielka, a w rzeczywistości wynosząca ok. jednego kilometra. Wpadka tym większa, że na Stacji Centrum nie jest wcale łatwo znaleźć lokal LukasBanku. Efektywność listu może być bliska zeru. Dodatkowo powtarza się historia z anglosaską stylistyką znaną już z listów Millennium. Wygląda na to, że trzeba będzie się to tego przyzwyczaić. Być może jest to element kreacji postaw i postępowania.

Materiały POS banku wykonane są niezwykle starannie. LukasBank ma chyba najładniej wykonaną tabelę opłat i prowizji. Nie jest to ordynarne ksero (któreś z kolei), ale ładna, choć tania, wydrukowana ulotka. Wszystko utrzymane jest w kolorach żółci i granatu i zawiera podstawowe informacje.

Od 15 listopada do 20 grudnia 1999 roku nastąpił drugi etap kampanii wizerunkowej LukasBanku. Jej celem jest uwiarygodnienie przeprowadzanej równolegle kampanii produktowej i podniesienie znajomości marki. Dwa spoty przedstawiają 12-miesięczną lokatę terminową z atrakcyjnym oprocentowaniem i informuje o świątecznej promocji sprzedaży. W prezencie klienci dostają bombki na choinkę. Zakupione media to: TVP1, TVP2, TVN, RTL7, Nasza TV oraz Gazeta Wyborcza, Wprost, Polityka, Naj, Pani Domu, Tina. Bank wydał na kampanię telewizyjną 1.864 tys. zł. [Źródło AGB Polska, za: „Bank Danych”, Media i Marketing Polska, 8 grudnia – 11 stycznia 1999] co dało 517,1 GRP [GRP – gross rating points, czyli punkty ratingowe. Jest to suma całej widowni każdej emisji danej reklamy w danym okresie.].

Zestawienie ofert banków z czasów ich wchodzenia na rynek

Oceń tę pracę

Zestawienie ofert banków z czasów ich wchodzenia na rynek obejmuje trzy instytucje: Millennium, Handlobank i Lukas Bank. Każdy z nich oferował infolinię: Millennium miało Telemillennium (0800 12 1000), Handlobank posiadał Telecentrum (0800 123 123), a Lukas Bank obsługiwał klientów poprzez Lukas Linię (0800 66 00 22).

Minimalna wysokość pierwszej wpłaty wynosiła 100 zł w Millennium, natomiast Handlobank i Lukas Bank nie miały określonego progu. Otwarcie konta było bezpłatne we wszystkich trzech bankach. Koszt prowadzenia konta wynosił 2 zł w Millennium, jeśli saldo było niższe niż 500 zł, w Handlobanku było bezpłatne, a w Lukas Banku opłata wynosiła 2,50 zł.

Wpłaty gotówkowe na konto w banku były darmowe w każdej z instytucji. Wpłaty na konto w innym banku wiązały się z prowizją w Millennium (0,50% min. 1,5 zł), natomiast w Handlobanku i Lukas Banku brakowało danych na ten temat. Wypłaty gotówkowe w oddziale Millennium kosztowały 2,50 zł, w Handlobanku 2 zł dla kwot poniżej 1 500 zł i były darmowe powyżej tej kwoty, a w Lukas Banku były bezpłatne. Wypłata w oddziale innego banku w Polsce kosztowała 10 zł w Handlobanku i 4,50 zł w Lukas Banku, a Millennium nie podało tej wartości. Wypłata w zagranicznym oddziale innego banku w Handlobanku wynosiła 30 zł, a Millennium i Lukas Bank nie podały tych stawek.

Własne bankomaty Millennium pobierały opłatę 1 zł, Handlobank udostępniał je za darmo, a Lukas Bank stosował stawkę 0,50 zł dla Polcard Bis i 1 zł dla VISA Electron. Wypłaty w innych bankomatach kosztowały 3,50 zł w Millennium, 2 zł w Handlobanku i 3,50 zł w Lukas Banku. W bankomatach zagranicznych Handlobank pobierał 10 zł, a Lukas Bank 4% min. 10 zł, podczas gdy Millennium nie podało opłat. Wypłata w terminalach POS kosztowała 6 zł w Millennium, była nieznana w Handlobanku i wynosiła 3% min. 5 zł w Lukas Banku.

Wyciągi miesięczne były darmowe we wszystkich bankach. Dodatkowy wyciąg w oddziale kosztował 15 zł w Millennium, 8 zł w Handlobanku i 3 zł (pełny) lub 2 zł (skrócony) w Lukas Banku. Sprawdzenie wyciągu przez infolinię kosztowało 10 zł w Millennium, było darmowe w Handlobanku i kosztowało 4 zł (pełny) lub 3 zł (skrócony) w Lukas Banku. Zmiana terminu wysyłania wyciągu była darmowa w Millennium i Handlobanku, natomiast w Lukas Banku wynosiła 10 zł. Dodatkowy wyciąg dla posiadaczy wspólnego konta kosztował 3 zł w Lukas Banku, natomiast w pozostałych bankach nie był dostępny.

Ustalenie zlecenia stałego kosztowało 5 zł w oddziale i 1 zł w bankolinii w Millennium, natomiast w Handlobanku i Lukas Banku było darmowe. Realizacja zlecenia w ramach banku kosztowała 2 zł w oddziale i 1 zł w bankolinii Millennium, natomiast w pozostałych bankach była darmowa. Realizacja do innego banku kosztowała 4 zł w oddziale i 3 zł w bankolinii Millennium, 2 zł w Handlobanku i 2 zł w Lukas Banku. Zmiana i odwołanie zlecenia stałego kosztowały 2,75 zł w Lukas Banku, natomiast w pozostałych bankach brak było danych.

Wydanie czeku kosztowało w Millennium 10 zł za 5 sztuk w oddziale i 5 zł w bankolinii, w Handlobanku 15 zł, natomiast Lukas Bank nie podał opłat. Czek potwierdzony kosztował 20 zł w oddziale i 10 zł w bankolinii Millennium, 8 zł w Handlobanku oraz 10 zł w Lukas Banku. Przyjęcie czeku do inkasa kosztowało 0,5% min. 1,5 zł w Millennium, 15 zł w Handlobanku, a Lukas Bank nie podał tej wartości. Zastrzeżenie czeku kosztowało 20 zł w oddziale i 10 zł w bankolinii Millennium oraz 15 zł w Lukas Banku, podczas gdy Handlobank nie podał tych danych.

Banki oferowały różne karty płatnicze. Millennium wydawało Millannium VISA Electron, Handlobank – Eurocard/Mastercard Maestro, a Lukas Bank oferował trzy opcje: kartę identyfikacyjną, Polcard Bis i VISA Electron. Wydanie pierwszej karty kosztowało 15 zł w Millennium, w Handlobanku było darmowe przez pierwszy rok, a potem 6 zł (debetowa) lub 8 zł (kredytowa) kwartalnie. W Lukas Banku karta identyfikacyjna i VISA Electron były darmowe, natomiast Polcard Bis kosztował 15 zł. Wydanie kolejnej karty kosztowało 12 zł w Millennium, a w Lukas Banku: 5 zł za drugą kartę identyfikacyjną i 15 zł za kolejne, 10 zł za Polcard Bis i VISA Electron.

Zastrzeżenie karty kosztowało 50 zł w Millennium, 10 zł w Lukas Banku, a Handlobank nie podał tej wartości. Odwołanie zastrzeżenia kosztowało 10 zł w Lukas Banku, a Millennium i Handlobank nie podały opłat. Zmiana numeru PIN w bankomacie była darmowa w Handlobanku, a w Millennium i Lukas Banku brak było danych. Odtworzenie numeru PIN kosztowało 10 zł w Handlobanku, a pozostałe banki nie podały tej wartości.

Czytając cenniki banków dojść można do wniosku, że za wygodę trzeba płacić. I nie ma chyba w tym nic odkrywczego. Ogromne nakłady finansowe jakie zostały przeznaczone na stworzenie infrastruktury i promocję, muszą być z czegoś sfinansowane. Banki wcale nie pobierają wygórowanych opłat za prowadzenie rachunków. Koszty zaczynają się przy przeprowadzaniu operacji. Najwięcej kosztują przelewy i obrót gotówkowy. Prowizje za wpłatę gotówkową mogą sięgać niebotycznych sum. Związane jest to ze strategią banków, która zakłada odzwyczajanie klientów od tego rodzaju obrotu. Dla banku jest lepiej, kiedy pieniądze przepływają wirtualnie, a klientów przekonuje się, że to dla nich wygoda. Jest w tym dużo racji, bo po cóż opłacać rachunki gotówką, kiedy można zrobić to przelewem przez telefon, ale istnieją sytuacje, kiedy trzeba zrobić to inaczej. Banki różnicują też opłaty w zależności od tego skąd się je zleca. Dokonanie transakcji w bankomacie jest droższe niż ta sama czynność w bankolinii. To działanie nastawione jest chyba na odsuwanie jak najdalej klienta od oddziału. Droga jest także obsługa kart, a czeki jako anachronizm kosztują co najmniej tyle, ile cenne wykopaliska.

Przedstawiciele banków sami przyznają, że ich celem jest oduczenie klientów od przychodzenia do banku. Po to tworzą centra telefoniczne i centralizują obsługę, by była ona łatwa w dostępie na terenie całego kraju. Poza tym obsługa telefoniczna jest znacznie tańsza od osobistej. Nie wymaga miejsca na spotkanie się stron, a korzyści z takiej formy działalności czerpią również klienci, o czym przekonują banki w swoich reklamach.

Bank dla ludzi

5/5 - (1 vote)

Sprzyjający rozwój gospodarczy Polski zwiększa popyt na ROR-y [ROR – Rachunek Oszczędnościowo Rozliczeniowy – płatny na każde żądanie.] nawet w mniejszych miejscowościach. Cóż z tego, jeżeli Handlobank koncentruje się na dużych aglomeracjach? Z tego rozwoju będzie korzystał LukasBank. W przeciwieństwie do Millennium, który startował od razu z dwudziestoma oddziałami w Warszawie, filozofia rozwoju LukasBanku przewiduje stopniowy i równomierny rozwój, ale widoczny w całym kraju. Bank skupia się na małych miejscowościach. „Chcemy być obecni przede wszystkim w regionach, chociaż nie wykluczamy chęci pojawienia się w większych aglomeracjach” [Wywiad z prezesem Lukas S.A., Mariuszem Łukasiewiczem, Gazeta Finansowa – Magazyn nr 24(41), s. 9].

Powyższe wynika z rozbudowanej wcześniejszej sieci sprzedaży ratalnej LUKAS S.A., która zaowocowała oparciem w wykwalifikowanej i sprawdzonej kadrze. Ponadto bank korzysta z nieobecności w tych miejscowościach innych banków, co w praktyce na tych dziewiczych terenach pozwala mu być monopolistą. W tej chwili w Warszawie są trzy oddziały LukasBanku. W sumie jest ich 40 (maj 1999) a docelowo do 2000 roku 100. Ustalona lokalizacja na terenie miejskim zakłada bliskość do centów miast, bliskość punktów handlowych i osiedli mieszkaniowych. Odziały zatrudniają 5-8 osób i pracują dłużej niż standardowe punkty usługowe. Te założenia są prawie identyczne z założeniami Millennium. Grupę docelową określa się jako osoby z wykształceniem zawodowym i wyżej, dochody od 600 zł na głowę w rodzinie, mieszkańcy miast powyżej 50 tys. w wieku 25 – 50 lat. W praktyce placówki lokalizowane są nawet w mniejszych miejscowościach.

Jak inne banki określały swoje rynki docelowe? Millennium kieruje swoją ofertę głównie do osób młodych o średnich dochodach i wyższym lub średnim wykształceniem. I o czym bank już nie wspomina, ale na podstawie lokowania jednostek łatwo się przekonać, liczy na klientelę z dużych aglomeracji. W pierwszym etapie, w październiku 1998 roku uruchomiono 22 placówki w Warszawie. Docelowo do końca 2001 roku oddziałów ma być w całej Polsce 220 co będzie kosztować 140 mln USD. W maju 1999 roku było ich już 55, z czego 26 poza Warszawą. „Rozbudowa sieci Millennium przebiega zgodnie z założonym planem, obecnie nadszedł czas na ekspansję na terenie innych krajowych aglomeracji” [Wojciech Kaczorowski z BIG BG dla Prawa i Gospodarki, 30 kwietnia – 3 maja 1999].

LukasBank: tworząc swój wizerunek, deklaruje chęć bycia bliżej klienta i realizuje to: „(…) Najpełniej pokazuje to nasza kampania reklamowa. Chcemy być bliżej klienta. Nasz personel, można stwierdzić, jest wychowany w systemie pracy handlowej. Nie traktuje on klienta jak petenta, a jak swojego chlebodawcę. Ponieważ tak jest w istocie. Zauważalną różnicą jest samo podejście do klienta. U nas każdy klient jest obsługiwany na siedząco. Tu łamiemy wypracowane przez lata w polskim systemie reguły gry z klientem. Mamy nieco inne niż typowo bankowe podejście do klienta. W LukasBanku nie ma żadnych formularzy. Te nikomu nie potrzebne stosy papierów zastępujemy elektroniką. Jedyną rzeczą jaką klient powinien znać przychodząc do naszego oddziału to jak się nazywa i gdzie mieszka” [Wywiad z prezesem Lukas S.A., Mariuszem Łukasiewiczem, Gazeta Finansowa – Magazyn nr 24(41), s. 9].

Na pozytywne odczucia klienta ma wpływać też odpowiednia aranżacja wnętrz, gdzie „nie ma typowych okienek. Zamiast tego są cztery ustawione w kręgu stoliki. Aby zminimalizować wrażenie oficjalności, klient, może usiąść przodem do komputera i na bieżąco obserwować wszystkie operacje. Dla tych, którzy chcą dyskrecji przy dokonywaniu większych transakcji, przewidziano miejsce w głębi sali” [Za Media i Marketing Polska, 16-19 czerwca 1999 s. 10 „Co to za bank?”]. Na wszystkie te innowacje stara się zwrócić uwagę reklama banku przedstawiająca klienta spodziewającego się najgorszego w kontakcie z oddziałem, stopniowo zaskakiwanego sposobem obsługi. Spot telewizyjny w sposób rewelacyjny przedstawia korzyści płynące z korzystania z usług banku.

Bank dostępny

Oceń tę pracę

Dostęp do placówek ma być łatwy. Ponieważ ten typ usług bankowych przeznaczony jest dla dużych aglomeracji, ważna jest lokalizacja oddziałów w miejscach łatwo dostępnych, z dogodnymi godzinami otwarcia (zależnymi od charakteru miejsca otaczającego placówkę) i z całodobowym dostępem przez bankomat. „Jednak cechą, która najbardziej odróżnia placówkę nowego typu od tradycyjnego oddziału jest brak biurowego zaplecza. Informatyzacja umożliwia całkowite pominięcie tego działu i skupienie się wszystkich pracowników na obsłudze klientów. Kilkuosobowy, kompetentny personel wystarcza, by obsługa ta była szybka i sprawna" [Paweł Doliniak, „W minioddziale i przez telefon”, Prawo i Gospodarka, 30 kwietnia – 3 maja 1999]. Uwzględniając ludzką wygodę (lenistwo?), banki dostosowując się umożliwiają nam dokonywanie przelewu np.: w centrum handlowym, wypłacić gotówkę w pobliżu domu, a stan konta poznać w środku nocy.

Właściciel Millennium, BIG Bank Gdański poprzedził kampanię podległego sobie detalisty poprawiając swój własny wizerunek. Zaprezentował spot „flipery” przedstawiający sposób przedmiotowego traktowania klienta przez inne banki, dając do zrozumienia, że w BIGu tak nie jest. Natomiast Millennium, stworzony od podstaw, już na pierwszy rzut oka miał diametralnie różnić się od tego co było znane dotychczas, miał tworzyć całkowicie nową jakość na rynku usług detalicznych: „Oddziały w niczym nie przypominają tradycyjnych banków, są raczej pomyślane jako biura turystyczne. Mają trzy różne lokalizacje i godziny pracy: w osiedlach, gdzie mieszkają potencjalni klienci, w centrach miast i w centrach handlowych, przy hipermarketach. (…)Bankowcy zapewniają, że nie będzie kolejek, każdy oddział będzie przystosowany do obsługi 2,5 do 3 tys. klientów, gdy okaże się, że jest więcej zainteresowanych, w pobliżu powstanie nowa placówka” [„Nadeszło Millennium”, Marketing Polska, 11-24 listopada 1998, s. 6]. W ten sposób przedstawiciele projektu zamierzają walczyć ze stereotypem zatłoczonego i nieprzyjaznego banku. Odmieniając wygląd można się od niego odciąć.

Handlobank: rozpoczął swoją działalność z czterema eksperymentalnymi oddziałami w Warszawie położonymi przy większych węzłach komunikacyjnych. Co ważne: są one czynne siedem dni w tygodniu. Swoją sieć uzupełnia kioskami bankomatowymi. Tam nie ma już żadnego kontaktu z „żywym” pracownikiem, ale za to można w nich wykonać większość operacji przez całą dobę [Millennium i LukasBank także pozwalają na 24h dostęp. Przy każdym oddziale są bankomaty i linie telefoniczne łączące zainteresowanego z bankolinią. Aby dostać się do bankomatów potrzebna jest jakakolwiek karta, którą obsługuje bankomat.]. Kioski pozwalają zredukować liczbę oddziałów do minimum, a co za tym idzie i koszty.

Witold Gedymin zwraca uwagę, „że do chwili obecnej nie wyodrębniono segmentów [wśród których bank będzie oferował swoją ofertę]. Grupą docelową Handlobanku są ludzie mieszkający w miastach, ceniący wygodę i prostotę korzystania z usług bankowych”. Jednak w wypowiedziach innych przedstawicieli banku dla prasy [Jakub Stępień, „Handlobank w telewizji”, Media i Marketing Polska, 27 października – 9 listopada 1999], „strategia Handlobanku opiera się na dokładnej segmentacji regionalnej klientów i zaproponowaniu im dwóch dróg dostępu do usług: w oddziałach i przez serwis telefoniczny”. Należy chyba tę rozbieżność rozumieć w sposób taki, że bank odwołuje się do wszystkich z danego, zurbanizowanego terenu, gdzie potencjalne dochody i wykształcenie pozwalają na zrozumienie zasad działalności banku. Jednak szukając dalej, w kolejnym źródle z wypowiedzią jeszcze innego przedstawiciela możemy znaleźć kolejne uściślenie (a nawet i wytłumaczenie godzące obie powyższe wypowiedzi) pożądanego przez bank segmentu: „Nasi klienci reprezentują praktycznie wszystkie grupy wiekowe i zawodowe, są wśród nich także niepełnosprawni, dla nich bowiem korzystanie z Handlobanku jest dobrym sposobem na ułatwienie dostępu do usług bankowych” [Paweł Doliniak, „W minioddziale i przez telefon”, Prawo i Gospodarka, 30 kwietnia – 3 maja 1999].

Pomimo, że Handlobank był pierwszym startującym o takim charakterze oferowanych usług, nie koncentrował się przede wszystkim na rozwoju sieci. Bank kładzie nacisk na jakość, a ta ponoć nie idzie w parze z szybkim rozwojem. Początkowa inwestycja miała charakter pilotażowy i zakładała kilkumiesięczne, eksperymentalne działanie kilku uruchomionych oddziałów w Warszawie. BankHandlowy musiał nauczyć się tego co w postaci know-how wniósł do Millennium Banco Comerciale Portugues. Ponieważ Handlobank pozycjonowano jako ten, który zapewnia obsługę na najwyższym poziomie, w owej fazie testowej sprawdzano nowe idee, wprowadzano drobne zmiany, by dostatecznie dojść do poziomu usług, który zadowoli większą grupę klientów z grupy docelowej. Zakładano również dywersyfikację sposobu świadczenia usług: „w pewnych rejonach Polski, w których zapotrzebowanie na tradycyjną obsługę jest większe będziemy mieli większą sieć. (…) tam gdzie klienci oczekują bardziej nowoczesnej obsługi, mogą realizować wszystkie potrzeby, łącznie z otwarciem konta, nie wiedząc nawet, gdzie jest zlokalizowany najbliższy oddział” [Jakub Stępień, „Handlobank w telewizji”, Media i Marketing Polska, 27 października – 9 listopada 1999].

Nie udało mi się potwierdzić faktu jakiegoś szczególnego zagęszczenia oddziałów gdzieś w Polsce, czy w Warszawie. Z listy oddziałów wynika, że najwięcej, bo siedem placówek jest w Warszawie. W Szczecinie są cztery, a w pozostałych miastach jedna, dwie. Nie sądzę, żeby w Warszawie istniało większe zapotrzebowanie na tradycyjne usługi. Większa liczba oddziałów wynika raczej z gęstości zaludnienia. Być może ów plan zostanie zrealizowany w przyszłości. W Handlobanku uważają, że reakcja grupy docelowej jest możliwa do przewidzenia. „Pytaniem pozostaje jej liczebność w danym mieście” mówi Witold Gedymin. Aktualnie Handlobank posiada 33 palcówki. Pod koniec 2000 roku zamierza mieć 80. W zamierzeniach sprzed pół roku zakładano, że do końca 1999 roku będzie ich miał ponad 60. Widocznie trzeba było dużo udoskonalać, by zachować pożądaną jakość usług i to hamowało rozwój ilościowy. Nie należy jednak ganić banku za niedotrzymanie terminów, ponieważ głównym jego celem jest zapewnienie wysokiej jakości świadczonych usług

Rozwój usług bankowych na wybranych przykładach. Bank na telefon

5/5 - (1 vote)

Klienci lubią narzekać na zbyt skomplikowane formalności, długie kolejki, małą liczbę bankomatów i wysokie prowizje twierdzi Aneta Witczak [Aneta Witczak „Do ideału daleko”, Home&Market, archiwum internetowe]. Większość z nas zgodzi się z nią. Znając te mankamenty i widząc w tym szanse rynkowe powstały banki oferujące innowacyjny wręcz sposób obsługi klienta o wysokim standardzie i szybkości zarezerwowanej dotąd tylko dla branży szybkiego żywienia. Cechom odpowiadają: Handlobank, Millennium, LukasBank reprezentują one całkowicie nowy typ bankowości detalicznej.

Jednym z najważniejszych elementów całej strategii postępowania, wyróżniającym interesujące mnie banki jest sposób obsługi klienta, daleko odchodzący od przyzwyczajeń i stereotypu banku. Przy tworzeniu strategii obsługi klienta, każdej z opisywanych instytucji przyświecał podobny cel: zaskoczyć klienta i konkurencję sposobem obsługi. Najczęściej mówi się tu o jego traktowaniu jak człowieka a nie petenta, czyli kogoś naprzykrzającego się i niepotrzebnego, wprowadzającego zamęt w monotonną pracę obsługi banku.

W odróżnieniu od tradycyjnych, „marmurowych” banków, te opisywane muszą spełniać wymogi pozwalające na obsługę każdego klienta w dowolnym oddziale. Pozwala na to scentralizowany system komputerowy. W związku z tymi właściwościami i podobieństwem formy obsługi do restauracji typu fastfood, oferującą ujednoliconą, maksymalnie uproszczoną i szybką obsługę w sieci identycznych oddziałów, przez standardowo przeszkolonych pracowników, tę formę bankowości określono mianem McBanking.

„Bank bez sejfu, krat, kasjerów i uzbrojonych wartowników. Co też powiedziałby na to Leopold Kronenberg, który przed blisko 130-tu laty założył BankHandlowy w Warszawie?” [Za: Bank Handlowy: Usługi dla Klientów Indywidualnych: handlobank, strony internetowe Banku Handlowego, http://www.handlowy.com.pl] pytają pomysłodawcy powstania pionu bankowości detalicznej Banku Handlowego. Handlobank był pierwszym działającym w Polsce bankiem detalicznym zakładającym tak daleko idącą innowacyjność: „w oddziale Klient pojawia się tylko raz w celu otwarcia konta, otrzymania dopuszczalnego debetu lub linii kredytowej oraz odebrania kart płatniczych. Podpisanie stosownej, wymaganej polskim prawem, umowy z bankiem jest zwieńczeniem tej pierwszej wizyty”, w Handlobanku nie wymaga się żadnym dokumentów świadczących o zarobkach. Wymagany jest tylko dowód osobisty do otwarcia konta. Potem cała komunikacja może odbywać się za pomocą TeleCentrum lub bankomatów Handlobanku: „Wygodnym sposobem korzystania z usług bankowych jest TeleCentrum, które umożliwia dokonywanie większości operacji bankowych przez telefon w sposób automatyczny lub za pośrednictwem doradców. Doradcy w TeleCentrum pośredniczą przy dokonywaniu następujących operacji:

– otwarcie dodatkowych rachunków bieżących,

– otwarcie lokat terminowych w PLN, USD, DEM,

– sprawdzenie salda dowolnego rachunku,

– utworzenie i realizacja zlecenia stałego,

– realizacja jednorazowego zlecenia przelewu,

– transfer na rachunek w Handlobanku,

– zmiana adresu do korespondencji,

– zamówienie dodatkowego wyciągu,

– uzyskanie dodatkowych informacji o ofercie Handlobanku.

Automatyczny Serwis TeleCentrum pozwala na dokonywanie praktycznie wszystkich transakcji korzystając jedynie z menu, którego funkcje są aktywowane z klawiatury telefonu tonowego. Jest to prosty i efektywny sposób korzystania z usług bankowych. Automatyczny Serwis TeleCentrum umożliwia dokonywanie następujących operacji:

– sprawdzanie sald na rachunkach,

– transfery pomiędzy rachunkami Klienta,

– realizacja stałych zleceń przelewu,

– otwieranie lokat terminowych

– zamówienie dodatkowych wyciągów.” [Ibidem].

Telefon zamiast okienka konkludują przedstawiciele Handlobanku. Bardzo podobna oferta cechuje też pozostałe dwa banki. Handlobank chce się zmierzyć z takimi potęgami jak PeKaOS.A., PKObp, czy Bank Śląski. Oferując te same usługi co powyższe banki ale w sposób odmienny, ułatwia życie swoim klientom a samemu obniża znacznie swoje koszty. Najpełniej porównanie usług starego i nowego typu oddaje wstępniak do jednego z kolejnych artykułów na temat tego nowego zjawiska jakim jest „bank na telefon”: „Ja do banku nie chodzę. Wszystko załatwiam przez telefon. Wiesz jaka to wygoda. Tak zachwalał swój bank jeden z moich kolegów. A ja właśnie wróciłam ze swojego oddziału. Spędziłam tam 40 minut. Poszłam tylko odebrać czeki i sprawdzić stan konta” [Eliza Więcław, „Halo, tu bank”, Rzeczpospolita, 14 maja 1999].